Stowarzyszenie na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, Ruchową i z Autyzmem w Resku


Idź do treści

Listy od rodziców

Słowo od rodzica

RODZICE PISZĄ


HISTORIA Pana Pawła Okulewicza
i jego córki Zosi

W roku szkolnym 2012/2013 Zosia uczestniczyła w zajęciach w ramach wczesnego wspomagania rozwoju w Ośrodku Rehabilitacyjno-Edukacyjno-

Wychowawczym w Radowie Wielkim.

Mimo, że Radowo położone w powiecie łobeskim, oddalone jest od Czaplinka o 73 km, staraliśmy się tam jeździć dwa razy w tygodniu. Było warto.

Od samego początku zwróciliśmy uwagę na profesjonalizm i indywidualne podejście do naszego dziecka. Poczuliśmy, że w tym miejscu wszyscy szczerze chcą pomóc Zosi. Pomimo, że na wczesne wspomaganie rozwoju gmina może przeznaczyć do
8 godzin w miesiącu, Zosia realizowała dwa razy więcej godzin w ciągu tygodnia. Już we wrześniu został powołany zespół, który utworzył dla Zosi Indywidualny Program Wczesnego Wspomagania Rozwoju
i harmonogram zajęć. Zosia miała uczestniczyć w zajęciach w grupie, w zajęciach integracji sensorycznej, w zajęciach w sali doświadczania świata, zajęciach logopedycznych i indywidualnych sesjach z psychologiem dziecięcym. Mocną stroną ośrodka są także mało liczne grupy i bogate wyposażenie klas
i gabinetów. Zosia uczęszczała do grupy pięcioosobowej, gdzie znajdowała się pod opieką wychowawcy i opiekuna. Ponadto o wyznaczonych porach była zabierana przez terapeutów na zajęcia indywidualne.

Zajęcia grupowe
Podczas zajęć w grupie terapeuta skupił się na usprawnianiu u Zosi: czynności samoobsługowych, takich jak samodzielne jedzenie i picie, mycie twarzy
i rąk, ściąganie i zakładanie wybranych części garderoby; koncentracji uwagi poprzez oglądanie bajek, a następnie pytania odnośnie fabuły, historii wydarzeń, czytanie Zosi książek; umiejętności nawiązywania kontaktów z rówieśnikami.
Najbardziej spektakularne efekty pracy dotyczyły samoobsługi i były widoczne już po tygodniu.
Zosia, która dotychczas była w domu karmiona, zaczęła sama jeść, posługując się sztućcami.

Terapia integracji sensorycznej
Były to jedne z ulubionych zajęć Zosi. W trakcie terapii Zosia była poddawana różnego rodzaju stymulacjom: dotykowej, wzrokowej, przedsionkowej, słuchowej, węchowej i smakowej. Najbardziej atrakcyjne okazały się dla niej zabawy stymulujące zmysł dotyku: malowanie twarzy kolorowymi farbami za pomocą pędzla lub dłoni, zabawy w różnego rodzaju masach (kisiel, piana mydlana, masa solna), poszukiwanie
i wybieranie drobnych przedmiotów z różnego rodzaju mas sypkich (mąka, ryż, piasek), dotykanie
i masowanie dłoni i twarzy materiałami miękkimi, swobodne rysowanie palcami po rozsypanej mące, piasku, cukrze i soli, a także zabawy paluszkowe, wierszyki masażyki, itp.

Zajęcia w Sali Doświadczania Świata
Celem tych zajęć było pobudzanie zmysłów oraz oddziaływanie na nie przy pomocy odpowiednio dobranych bodźców, takich jak: dźwięki, zapachy, barwne plamy, rury wodne z pęcherzykami powietrza, rury powietrzne z piórkami, świałowody, łóżko wodne, basen z piłkami, kula lustrzana, itp.

Zajęcia z logopedą i Biofeedback
Były to jedyne zajęcia prowadzone przez mężczyznę
i prawdopodobnie z tego powodu Zosia rzadko nawiązywała współpracę. W ramach treningu EEG Biofeedback terapeucie udało się jednak zainteresować Zosię dzięki filmom z pociągami.

Udział w życiu szkoły
Oprócz zajęć grupowych i indywidualnych,
Zosia uczestniczyła także w imprezach organizowanych przez szkołę. Raz w miesiącu do ośrodka przyjeżdżali artyści z Agencji Artystycznej “Pro-musica”, organizując koncerty bajkowe. Były to przedstawienia muzyczne w formie bajki opowiadanej przez aktora, ilustrowanej muzyką graną na różnych instrumentach. W trakcie przedstawienia dzieci mogły bliżej poznać różne instrumenty, ich budowę i brzmienie.
Do koncertów wprowadzane były także elementy edukacyjne i ruchowe. Zosia, początkowo wycofana
i niechętna do uczestnictwa w koncertach z powodu oklasków, których nie toleruje stopniowo oswajała się z lękiem i regularnie uczestniczyła w spektaklach.


Imprezą, która sprawiła Zosi wiele radości było Halloween. Po raz pierwszy Zosia miała okazję się przebrać za postać z bajki. Postanowiła zostać czarownicą. Cała impreza była dla niej ważnym wydarzeniem, o którym wspomina do dziś.

Jeszcze więcej radości sprawiła Zosi, zorganizowana specjalnie dla niej impreza mikołajkowa.
Ponieważ Zosia uczestniczyła w zajęciach tylko dwa raz w tygodniu, Mikołaj przyszedł specjalnie do niej.
Była to dla nas wielka niespodzianka, utwierdzająca nas w przekonaniu, że w Radowie ważne jest każde dziecko i każdy jest traktowany indywidualnie.

Od nowego roku szkolnego Zosia poszła do pierwszej klasy szkoły podstawowej.
Oznacza to dla niej zakończenie wczesnego wspomagania rozwoju, które dotyczy dzieci od 3. roku życia do podjęcia nauki szkolnej.

Musieliśmy się więc pożegnać ze wszystkimi, którzy pracowali z Zosią w Radowie Wielkim. Gdyby nie odległość, która dzieli nas od tego miejsca myślę, że Zosia tam kontynuowała by naukę. W żadnej innej szkole nie ma tak

dobrych warunków dla rozwoju dziecka.


HISTORIA Pani Sylwi Zaworonek
i jej syna Bartosza

Kiedy urodził się Bartosz byłam szczęśliwa. Dostał 10 punktów przy wypisie i nic nie wskazywało na to,
że coś jest nie tak. Skończył pierwszy rok życia i się zaczęło. Zaczął tracić przytomność i zaraz po tym zasypiał. Dziś wiem, że to padaczka, ale wtedy nie miałam pojęcia o tej chorobie. Trafiliśmy do szpitala w Szczecinie Zdrojach. Pani doktor stwierdziła padaczkę
i przepisała leki, które Bartkowi nie pomagały. Kolejne wizyty oraz kolejne dawki leków nie przynosiły żadnej poprawy. Bartek nic nie mówił, musiał korzystać z pampersów, był bardzo nadpobudliwy.
Gdy Bartosz miał 4 lata pojechałam z nim do
OREW-u w Gryficach, gdzie został przyjęty. Pojawiła się nadzieja, że będzie lepiej. Tam też przyjeżdżała Pani neurolog z Kamienia Pomorskiego, która zmieniła Bartkowi leki i już po pierwszej dawce ataki ustąpiły. Byłam bardzo szczęśliwa.
Szczęście nie trwało jednak długo, ponieważ po jakimś czasie ośrodek w Gryficach miał zostać zamknięty. Wtedy skontaktowałam się z Panem Czesławem Frostem. Bartosz bez problemu został przyjęty do OREW-u w Radowie Wielkim. Rozpoczął naukę tuż po feriach zimowych. Pierwszą wychowawczynią Bartka była Pani Monika Duszyńska, która pokochała Bartka jak swojego syna. Zresztą on też ją uwielbiał i uwielbia do dziś. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.

W 2004 roku trafiliśmy do szpitala na Unii Lubelskiej w Szczecinie, gdzie stwierdzono u Bartka stwardnienie guzowate i konieczna była operacja. To były najgorsze dni w moim życiu. Na szczęście wszystko się udało. Po operacji Bartosz się zmienił. Pojechał na turnus, gdzie po raz pierwszy skorzystał z toalety
i pampersy nie były już więcej potrzebne.
W następnym roku szkolnym Bartosz trafił pod skrzydła Pani Jowity Budowicz, która też go pokochała jak własnego syna. Jestem jej za to bardzo wdzięczna, a Bartek ją uwielbiał. W 2008 roku Bartek dostał Filemona w kategorii "Odkrycie roku". Byłam bardzo szczęśliwa.
Cieszę się bardzo, że Bartosz chodzi do OREW-u w Radowie Wielkim, zresztą on też uwielbia tam jeździć. Ma możliwość jeżdżenia na basen, na turnusy rehabilitacyjne czy też do Zakopanego. Nasze dzieci mają wielkie szczęście, że OREW w Radowie Wielkim istnieje.

Chciałabym podziękować Panu Czesławowi Frostowi i Pani dyrektor Katarzynie Tyzie-Sikale za stworzenie wspaniałego miejsca. Ogromne podziękowania dla Pani Anny Dubaj, obecnej wychowawczyni Bartosza
oraz wszystkich terapeutów, wychowawców
i całej załogi za wspaniałą pomoc

i wielkie serce.

Sylwia Zaworonek


Powrót do treści | Wróć do menu głównego